Burza… w sensie, że wszystko się dzieje u mnie na raz
. Hmm… aktualnie narzekam na brak śniegu ale biorąc pod uwagę ujemną temperaturę na dworze nie jest źle. Gorzej z ręką. TAK- zerwałem ścięgna! Dlaczego? Wyglądało to mniej więcej tak:
JA: może bym sobie skoczył… ale ręka mnie boli
B: a skacz… co to jest…
JA: no chopka jest
B: co to za chopka… chopka to ma 5m wysokości i jest pionowa na końcu!
Skoczyłem, rękę doprawiłem i na koniec usztywniłem. Co by nie było śnieg pada, znowu będzie ciekawie
A ze zwariowanych rzeczy w tym tyg? Pamiętanie “żandarmów” z L. Define? A zwariowaną zakonnicę za kierownicą (praktycznie w każdym odcinku)? Ja pamiętam dobrze i żeby było ciekawiej… podobno ostro jeżdżę, za to jak mnie wyprzedzała zakonnica autem z położoną anteną od CB i na dodatek pełnym dzieci które mi machały to szczena mi opadła
(WIDOK BEZCENNY).
Cytat dnia: “Jak się czegoś nie da obejść to trzeba przeskoczyć
“
No dobra, z góry zaznaczam, że zdjęć dzisiaj też nie będzie. Ale jak na wszystko na to też mam wytłumaczenie
. Nie wiedzieć czemu jakoś prawie wszystkie moje “urządzenia” elektroniczne odmówiły posłuszeństwa w ciągu jednego tygodnia, albo nie dało się na nich pracować, albo padły całkowicie. I tak począwszy od drukarki, telefonu, aparatu, access pointa do laptopa. Wiem dziwne. Część reanimowałem, części się nie dało
.
Ale… na poprawę humoru wraca zima, a to oznacza prawie (wiem to robi dużą różnice
) to:
A tymczasem idę zajadać kakaowego piernika i obejrzeć jakiś wypaśny film | seeya!
W sumie ten wpis powstawał od niedzieli, bo wtedy zacząłem się do niego zabierać, ale jakoś bez większych ambicji. Oczywiście tylko jak się pojawiałem w Zamościu to masa rzeczy do załatwienia pozornie zajmujących 10 min a skończonych po 10 godzinach. Jak dzisiaj… “mała” modyfikacja Alfy Bursztyna, “bo 6,3s do 100 to już za mało
“, która skończyła się rozebraniem połowy auta
, po dwie godziny przeznaczone na znalezienie otwartej budki z kebabem
.
Ale nie o tym chciałem wspomnieć… zabawne, że ostatnio coraz więcej ciekawych rzeczy robię i coraz więcej miejsc odwiedzam a nie robię praktycznie zdjęć. Uświadomił mnie w tym ostatni tydzień. 6 dni w górach, 6 dni na snowboardzie, 6 dni na Chopoku i jedyne zdjęcie jakie przywiozłem to zdjęcie restauracji hotelowej. Wiem… to nie jest zdrowe. Chyba przyszedł okres w którym sprawie sobie mały aparat do zdjęć pamiątkowych. Mimo to jestem zadowolony. Nałykałem się powietrza, wymarzłem na wyciągu, poobijałem cały tak, że jeszcze czuje i wszystko to sprawiło że jest mi lepiej. Na tyle lepiej, że wracam tam za miesiąc! Obiecuję, wtedy będą już zdjęcia
A w Nowym Roku… cóż, żeby spełniło się Wam wszystko to co dla Was najważniejsze!
Po dwóch miesiącach pewnie już zwątpiliście w tego bloga. Ja jeszcze nie
. Tradycyjnie dużo się działo, za dużo jak na mnie. Ale jak ktoś powiedział “nie wiele potrzeba, żebym upadł, ale jeszcze mniej żebym się podniósł”. Wielu rzeczy żałuję, żałuję tego, że za każdym razem jak mnie spotyka coś dobrego to potrafię to dosłownie spieprzyć.
Zbieram oferty pracy i podjąłem decyzję: po nowym roku się przeprowadzam! Jeszcze nie wiem gdzie, zobaczymy. Narazie czeka mnie kilka wyjazdów, zaczynam za tydzień, aż się nie mogę doczekać
. Potem pierwsze święta poza domem. Potem… pożyjemy zobaczymy jak mawiali starożytni Rosjanie
.
Hasła minionego miesiąca:
“nie ma większej rzeźni niż pamięć”
“jeśli upadać to szybko, a podnosić się jeszcze szybciej”
To wszystko nie znaczy, że zapominam o przeszłości, że wspomnienia które poszły do kieszeni nie ciążą tam, że nie chciałbym niczego zmienić, że traci coś dla mnie wartość, że jest mi z tym dobrze, że przestałem… Po prostu chce coś zmienić, jeszcze nie wiem co. Chwilami nie wiem nawet co myśleć, co robić.
Dzięki Ł. za “dolewkę”, dzięki O. za “pokaz szczytu precyzji
“, a najbardziej dzięki za to, że jesteście.
S:TBN
Nie będę was dołował wpisami. Więc mówię cześć, see ya, do zobaczenia.